środa, 30 września 2015

Seks, narkotyki i alkohol

Jest ranek. Słońce niemiłosiernie wdziera się poprzez szparę w pospiesznie zasłoniętych poprzedniego dnia żaluzjach. Przyprawia cię to bóle głowy. Czujesz jakby ktoś uderzał cię niezmordowanie małym młoteczkiem od wewnętrznej strony czaszki. Może to tak zwane Sumienie próbuje dobić się do twojej podświadomości? Nieee, dawno już się z nim nie widziałeś i raczej za nim nie tęsknisz. Odkąd się rozstaliście pojęcie "zabawy" przybrało nowy wymiar. Przecierasz oczy i łykasz solidnego klina z butelki stojącej na szafce. Tak lepiej. Ból powoli ustaje, a ty masz czas aby rozejrzeć się po pokoju. A raczej po tym co po nim zostało. Wstajesz i chwiejnym krokiem przeskakujesz nad kupką pogrążonych w pijackim śnie ludzi, których widzisz tak naprawdę pierwszy raz w życiu. Co się wczoraj działo? W pamięci masz urywki, za cholerę nie potrafisz połączyć ich w całość. Może to i dobrze. Schodzisz do kuchni, przypadkiem zerkasz na kalendarz. Jest środa.... Środa?! Jak to możliwe?! Przecież dzisiaj wracają rodzice! Zaczynasz biegać po domu i zbierać co większe dowody "zbrodni", budzisz i wyganiasz niezadowolonych imprezowiczów i modlisz się w duchu, aby na ulicach były korki. Niestety los bywa przekorny i po chwili słyszysz jak samochód Starszych podjeżdża pod garaż. Masz przerąbane. I to nie pierwszy raz.



Tak wygląda życie nastolatków w Wielkiej Brytanii. A przynajmniej tych, którzy żyją w rzeczywistości wykreowanej przez telewizję. Wiecie o kim mówię? Oczywiście o cudownych, jedynych w swoim rodzaju Skinsach!

Zakochałam się w tym serialu od pierwszego odcinka i z wielką niecierpliwością czekałam, aż skończę wreszcie wszystkie sezony, aby móc podzielić się z Wami moim wyrazem uwielbienia zarówno do twórców, jak i do aktorów za to, że spędzili ze mną kawał czasu. Nie marudzili, nie wykręcali się, nie kłócili, po prostu przy mnie byli. Byli ze mną gdy było mi smutno, albo gdy szalałam z radości. Byli, gdy inni nie mieli dla mnie czasu, albo gdy ja nie miałam ochoty, aby wychodzić z domu. Byli rano, w południe, wieczorem i późno w nocy. Na każde moje zawołanie.. Na każdy nastrój. I na każde niepowodzenie. Dawali mi rady, przestrzegali przed niektórymi decyzjami i uczyli czym jest życie. Od nich nauczyłam się więcej niż chociażby dzisiejszego dnia w szkole (Co dziś wyniosłam z lekcji? Złotą radę Marii Antoniny, którą polecam stosować, gdy dopadnie Mały Głód- gdy nie masz chleba, jedz ciastka! #potwierdzoneinfo). 


TOP 5 ŻYCIOWYCH RAD OTRZYMANYCH OD KUMPLI

1. Każdy człowiek jest inny...

... jednak istnieją określone "typy", według których można go sklasyfikować  Nie mówi się o tym wprost, ale spójrzcie chociażby na Michelle i Mini. Dzielą je dwie generacje i choć dziewczyny niewątpliwie się różnią, to można określić ich miejsce w grupie jako "femme fatale". Są kobietami, łamiącymi serca mężczyznom. A przynajmniej aspirują do bycia takowymi. To samo Sid i Alo. "Dziwacy", którym jakimś cudem udaje się wyrwać najgorętsze laski. A Pandora i Franky? Obie wyśmiewane przez społeczeństwo, a potrafiące sprawić, że paru chłopaków zwariowało na ich punkcie.

A Tony... Chciałoby się rzec, że jest jedyny w swoim rodzaju (przynajmniej do pewnego uderzająco ważnego momentu- nie chcę spojlerować tym, co jeszcze nie oglądali, pozostali skinomaiacy powinni wiedzieć o co mi chodzi), ale czy nie przypomina Wam trochę Cooke'a? Pewny siebie chłopiec, który jest w stanie poświęcić wszystko dla zabawy. I który ma gdzieś fakt, że kogoś rani. To on znajduje się w epicentrum świata.

2. Nie należy oceniać książki po okładce.

Często patrzymy na ludzi i widzimy tylko to, co chcą nam pokazać. Zamiast prawdziwej twarzy, widzimy maskę, za którą się chowają. Pozę, którą przywdziewają. Nie zagłębiamy się w ich historię. A często okazuje się, że pod tym przebraniem skrywa się zupełnie inna osoba. Zraniona przez życie, przywdziewająca pancerz, a jednak podświadomie łaknąca zrozumienia...


3. Nie ma jednej definicji miłości.

Można prawdziwie kochać osobę płci przeciwnej, albo tej samej. Można kochać na raz dwie osoby i nie mieć pojęcia co zrobić, aby ich nie zranić, a można nie kochać prawdziwie nikogo poza sobą samym. Można kochać i trzymać w zamknięciu, a można, mimo że łamie nam to serce, puścić wolno, 

Nikt nigdy nie zrozumie czym jest miłość. Wiadomo tylko, że boli. Ale ten ból jest potrzebny, pokazuje, że człowiekowi zależy. Obojętność to śmierć dla związku.


4. Pewność siebie to podstawa.

Aby inni mogli Cię pokochać, musisz sam najpierw to zrobić. Trudne? Może. Ale warto się postarać. Franky z "niewiadomoczego", z dziwadła, którym pomiatali wszyscy stała się prawdziwą kobietą. Ważne jest podejście. Jeżeli będziesz wierzyć, że jesteś wspaniały, inni też w to uwierzą. Od Ciebie zależy jak to wykorzystasz.

5. Nastoletnie problemy to nic w porównaniu do problemów dorosłego świata.

Doskonale obrazuje to ostatni sezon. Skins: fire, pure, rise, w którym wracamy do naszych bohaterów. Ucieszyłam się, gdy jeszcze raz mogłam pobyć z Effy. Kocham ją, mam z nią wiele wspólnego i mimo że w pierwszym sezonie uważałam ją jedynie za nieco upośledzoną siostrę Tony'ego, to wkrótce przekonałam się, że jej historia jest dużo bardziej skomplikowana (patrz punkt 2.). Zżyłyśmy się bardzo. Razem z nią płakałam, razem z nią się śmiałam. I na pewno do niej wrócę.

A co do problemów. Gdy jesteś nastolatkiem myślisz, że wali Ci się świat, gdy chłopak, który Ci się podoba nie zwraca na Ciebie uwagi. Gdy spodnie, które założyłaś, nie pasują Ci do bluzki. Albo gdy nie dostajesz zaproszenia na imprezę, na którą idą dosłownie wszyscy.

Dorosłe życie wygląda inaczej. Musisz podejmować decyzje, często między "złym", a "bardzo złym". I musisz przyjmować konsekwencje tego, co postanowiłeś. Nikt nie zrobi tego za Ciebie...

~~~~

Podsumowując, Skinsi to nie serial, to styl życia. Polecam wszystkim, którzy jeszcze jakimś cudem się z nim nie zetknęli. Musicie być jednak przygotowani na to, że nie spoczniecie póki nie skończycie wszystkich (7!) sezonów. Zobaczycie, że problemy kumpli staną się Waszymi problemami. Nie będziecie mogli się oderwać!

A ja Wam zazdroszczę przyjemności oglądania ich po raz pierwszy... Wiadomo przecież nie od dziś, że to, co pierwsze oddziałuje na nas najmocniej...

Mam też prośbę. Możecie polecić mi jakieś inne seriale, które chociaż w połowie wypełniłyby mi pustkę po Skinsach? :)

10 komentarzy:

  1. Też uwielbiam ten serial, zdecydowanie. :D Jednak tylko wersję Brytyjską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze amerykańskiej nie widziałam, ale jakoś nie specjalnie mam ochotę :) Może kiedyś :)

      Usuń
    2. Amerykańska dużo gorsza, nie warto. :D

      Usuń
  2. Ja właśnie miałam na odwrót - jako postać trzecioplanowa w pierwszej generacji, Effy intrygowała mnie i bardzo ją lubiłam, pomimo przyczynku do pewnego wypadku; natomiast gdy odkryli jej więcej przede mną w trzecim sezonie, trochę zmalała w moich oczach - na początku dlatego, że wybrała Cooka, potem, że trzymała pod pantoflem Freddiego, a jeszcze w międzyczasie, że ani ona ani żaden scenarzysta tego serialu nie pozwolili mi uszczęśliwić JJ. Winy Effy zostały trochę odkupione w ostatnim sezonie, bo tam jej przygody oglądało mi się już przyjemniej (pomimo perypetii). Choć może miałam wtedy inne spojrzenie na ten serial, wszak oglądałam go mniej więcej od początku równo z nowymi odcinkami, więc rozciągło się to w czasie. Ogólnie pomimo takiego zamysłu, że każdy bohater ma w generacji swoje pięć minut, zawsze na przód wysuwają się postaci "bardziej pierwszoplanowe" niż inne, co mnie zawsze denerwowało, bo akurat ja się bardziej zżywałam z tymi, o których było najmniej.
    Ale serial świetny i życiowy.
    Nie wiem czy znam cokolwiek o podobnej formule, natomiast wydaje mi się, że warto obejrzeć też wersję amerykańską, tam niektóre wątki są inaczej rozwinięte i żałuję, że nie doczekał się kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Effy trochę współczułam. Od zawsze miałam zapędy w kierunku psychologii, także w jej zachowaniu widziałam to, jak bardzo jest rozbita i nieszczęśliwa. No i nieco się z nią utożsamiałam. To wszystko sprawiło, że stała się dla mnie bohaterką najbliższą memu sercu :)

      Usuń
  3. Zainspirowałaś mnie aby od początku obejrzeć wszystkie sezony. Polecam serial Fringe - na granicy światów z bardzo innej bajki; natomiast dwa światy, trzy przestrzenie, kilka osi czasu i Ci sami bohaterowie, którzy w nich występują tylko z inną osobowością i problemami zachęcają do oglądania. Każdy odcinek kończy się tak, że nie możesz doczekać się następnego. Na szczęście wszystkie sezony już wydane więc czekać na kolejny odcinek nie będziesz musiała, zależy to tylko od Twojego wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Na pewno w wolnej chwili zerknę do tego serialu :)

      Usuń
  4. Świetna notka!
    http://zakamarkimojegoswiata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie mogłam się powstrzymać i muszę skomentować :D wiesz doskonale, że kocham Skinsów i znam praktycznie każdy odcinek 2 pierwszych generacji na pamięć, bo oglądałam je 103875629000 razy, a wciąż wyłapuję z nich coś nowego :> humor, który wpasowuje się w moje poczucie humoru, czasem ckliwe sceny, które uwielbiam i fakt, że-jak to było wcześniej napisane-bardzo życiowy serial. Możemy razem zacząć oglądać Mr Robot, bo wiele osób gorąco mi ten serial polecało :3
    KC i pisz dalej kicia ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobry artykuł :) miło się czytało, mam nadzieję że dalej będziesz tak pisać :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...